Plener między Bełczyną – Bystrzycą – Wleniem – Sobotą i Twardocicami

Tak rozległego pleneru jeszcze nie mieliśmy. Zaczęliśmy od planowanej drogi pomiędzy Bełczyną a Rząśnikiem. Niestey, gdy wysiedliśmy z samochodów – okazało się, że i owszem rano pewnie byłoby tu ładne światełko, ale późnym popołudniem wygląda to mizernie. Wsiedliśmy więc w nasze automobile i pojechaliśmy w stronę Wlenia. Tuż przed Bystrzycą znaleźliśmy jakiś kawałek krajobrazu i ruszyliśmy na łowy.

fot. R. Pawłowski

fot. R. Pawłowski

Przedzierając się przez łany zboża, ścieżką udeptaną przez dziką zwierzynę dotarliśmy do średniociekawej łąki

fot. I. Pawłowska

fot. I. Pawłowska

Natychmiast rzuciliśmy się na co tylko kto dojrzał. A to na czereśnie (słodkie były), a to na robaczki (motylki, pajączki, muszki), a to na kwiatki, a to na majaczące w oddali Karkonosze.

fot. I. Pawłowska

fot. I. Pawłowska

Później znowu ruszyliśmy w zboża, w poszukiwaniu ciekawych motywów.

fot. R. Pawłowski
fot. R. Pawłowski

Humory dopisywały, słoneczko świeciło – czegóż chcieć więcej?

fot. R. Masłowski

fot. R. Masłowski

Pomimo tego był pewien niedosyt. Starszyzna plemienne więc zaczęła radzić, co tu począć. Plemię zaś myślało, że trwa narada, gdzie zostawiliśmy samochody.

fot. I. Pawłowska

fot. I. Pawłowska

A może tak w stronę Wlenia – nad Bóbr? No to jedziemy. Wylądowaliśmy w Marczowie. Jednak miejscowy koloryt niechętnym okiem spoglądał na bandę obcych z aparatami i statywami w ręku, mając więc na uwadze, że gdzie nas nie chcą, to nic na siłę, postanowiliśmy wrócić na drogę do Rząśnika – sprawdzić, czy słoneczko nieco nie upiększyło okolicy.

fot. I. Pawłowska

fot. I. Pawłowska

Trochę połaziliśmy po drodze, ale to nie było jednak to czego by dusza pragnęła. Więc postanowiliśmy wracać do domu. W Proboszczowie nasze drogi się rozdzieliły. Część skręciła na Sobotę, albowiem słoneczko jakoś taki ładny kolor zaczęło przybierać. Nim słońce zniknęło za horyzontem dopadliśmy dwa stawy przedzielone groblą. Były łabędzie i księżyc w wodzie.

fot. I. Pawłowska

fot. I. Pawłowska

Słoneczko zaszło, więc udaliśmy się w drogę powrotną, ale tuż przed Twardocicami, naszym oczom ukazała się kusząca mgiełka, wiec nie mogliśmy się w niej nie zanurzyć.

Robert_Pawlowski (2)

fot. R. Pawłowski

Więcej światła! Niestety ciemności zasnuły ziemię. Komary zaczęły ciąć. Trzeba było definitywnie zakończyć plener.

Z całego pleneru najcenniejsza chyba okazała się nauka na przyszłość – nawet najgorzej zapowiadający się plener, może bardzo ciekawie sie skończyć.

You may also like...

1 Response

  1. Dagmara pisze:

    tak 🙂 co sie zle zaczyna to sie dobrze konczy 😀

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.